środa, 25 września 2013

Rozdział 12 Z dzieciństwa

Cieszyłam się, że mi to opowiedział.  Czułam też, że jemu również było to potrzebne. Czasem człowiek potrzebuje moralnego wsparcia, inaczej czuje, że powoli opada na dno i nic nie może z tym zrobić. Próbuje krzyczeć, wołać o pomoc, lecz z jego strun głosowych nie wydobywa się żaden dźwięk. To koniec, myśli. Nic już nie zrobię. Dlatego postanowiłam wesprzeć Matta, by nie utonął. Widać było, że dzieje się z nim coś niedobrego. Kiedy tylko Marius był w pobliżu, Matt diametralnie pochmurniał. Nie odzywał się, co było do niego niepodobne.  Oderwałam się z jego uścisku, by mów widzieć jego oczy, które błysnęły tajemniczo. Miałam wrażenie, że nie powiedział mi wszystkiego. Byłam niemalże pewna, iż pominął pewien istotny fakt, który rzuciłby nowe światło na moje poglądy. Ale nie naciskałam. Kiedy poczuje, że jest gotowy, to z pewnością mi się zwierzy. Byliśmy teraz przyjaciółmi.
   - Chodźmy się przejść. - szepnął mi do ucha
Spojrzałam na niego z niemym błaganiem.
   - Proszę, pozwól mi się zrewanżować. - pociągnął mnie za rękę i ściągnął z łóżka - Poza tym, nie możemy zaprzepaścić tego niezwykle urodziwego popołudnia.
Parsknęłam śmiechem.
   -Z czego się śmiejesz? - skrzywił się lekko, słabo maskując swoje zaniepokojenie.
Złapałam się za brzuch, wzięłam głęboki wdech i spokojnym (mam nadzieję) głosem odpowiedziałam.
   - Mówisz jak jakiś dżentelmen z przed dwustu lat. Dobra, dobra. Idziemy.
Szliśmy powoli polną drogą trzymając się za ręce. Ale nie tak, jak trzymają się zakochani. Matt mi się nie podobał, nie pociągał mnie w ten sposób. Byliśmy tylko przyjaciółmi.
  - Jak dobrze znasz te okolice? - spytał po dłuższej chwili milczenia.
Czułam, że za tym pytaniem kryło się coś jeszcze, ale nie dałam po sobie tego poznać.
   - Spędzałam tu dużą część niemalże każdych wakacji. Uwielbiałam się tu bawić. Razem z takim jednym Dallasem spędzaliśmy całe dnie  ganiając się po tutejszych polach, jesienią chodziliśmy do lasu na grzyby,
bądź oglądaliśmy tutejszą faunę i florę. - uśmiechnęłam się do wspomnień. - Więc odpowiadając na twoje pytanie - znam te okolice bardzo dobrze.
Matt zamyślił się chwilę. W myślach przetrawiłam to, co powiedziałam. Nie zauważyłam jednak nic, co skłoniłoby go do refleksji.

Przeszliśmy jeszcze kilkaset metrów zanim moim oczom ukazał się od lat spragniony widok. Bo w głębi duszy naprawdę chciałam go zobaczyć.Tęskniłam za nim, och tak bardzo! To on! Ale co ja mam zrobić? No co? Podejść i tak po prostu powiedzieć ,,Cześć''? Przecież to żałosne! A co jeśli on nie chce mnie widzieć? Serce zaczęło mi łomotać. Zdziwiony Matt spojrzał na mnie z ukosa, ale się nie odezwał. Powoli zbliżaliśmy się do Niego, a ja zaczęłam wpadać w panikę. Z jednej strony chciałam, by podbiegł do mnie i powiedział, że tęsknił. A z drugiej strony bardzo pragnęłam, by sobie poszedł. Nie musiałabym się wtedy już zamartwiać. To takie skomplikowane. Nagle- jakby słysząc moje myśli - podniósł głowę i spojrzał w naszą stronę. Miałam wrażenie, iż widząc moją twarz natychmiast się uśmiechnął. Chyba mnie rozpoznał. Następnie skierował wzrok na moją dłoń która wciąż była spleciona z delikatnymi palcami Matta. Jego twarz zalała fala bólu. Nic z tego nie rozumiałam. Przecież to było bez sensu. Po tym co mu zrobiłam... Nie, nie mogę się obwiniać. Nie zamierzam twierdzić, że nie zrobiłam nic złego, ale po prostu byłam dzieckiem. Nie wiedziałam, że go to zrani. 

2 komentarze:

  1. Zamówienie zostało wykonane c:

    ~ Meg z http://land-of-grafic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nominowałam cię do Liebster Blog Award.
    Więcej tutaj http://internetowy-spis.blogspot.com/2013/10/liebster-blog-award.htm

    OdpowiedzUsuń